wtorek, 25 sierpnia 2015

Zrób dziecku śniadaniówkę!

Jeszcze tydzień i początek roku szkolnego... Mam mieszane uczucia, bo moja Latorośli w wieku 5 lat i 10 miesięcy ma właśnie rozpocząć karierę szkolną, a ja już mam koszmary że jest zebranie, a ja nie mogę znaleźć sali, albo że zaraz ma wychodzić a ja jej czegośtam nie przygotowałam - masakra!

W każdym razie coś trzeba dać dziecku do szkoły, żeby to łaskawie zjadło jeszcze. A lunchboxy do kupienia w sklepach są mikroskopijne i/lub w Monster High brrrr.... Dlatego postanowiłam zrobić takie, żeby było:
a. ładne
b. lekkie
c. praktyczne i by zmieściło to, co chcę żeby się zmieściło :D
d. porządne i z podszewką, a nie jak te wszystkie piórniki i plecaki co teraz sprzedają: z jednej 100% sztucznej warstwy z bebechami ukrytymi niechlujnie pod sztuczną lamówką brrrr..... (znowu się trzęsę - chyba to dlatego, że ochłodzenie dziś przyszło...)



Dlatego proponuję Wam morderczą robotę i dużo fukania (bądź też fakania, jak kto dosadny), a także niewdzięczne szycie ręczne oraz akrobatykę podstopkową - a co, macie nadmiar czasu w końcówce wakacji? ;)))

Zatem, potrzebujemy:
1. Tkaninę wierzchnią i podszewkową (polecam nieprzemakalną bawełnę laminowaną, która ułatwia też wycieranie zaschniętego serka, jogurciku, soku z pomidorów tudzież owoców wszelakich)
2. Zamek dłuuugi ile wlezie
3. Trochę ociepliny mile widziane
4. Mile widziane też jakieś usztywnienie
5. Wypustka dla odważnych

Gwoli wyjaśnienia powyższego:
wymiary dowolne, tzn. jak kto lubi i potrzebuje. Ja osobiście zrobiłam test ile miejsca potrzebować będzie śniadaniówka, o taki:


Uznałam że musi pomieścić banana, jabłko i jeszcze pudełeczko na marchewki/ogórki/borówki/orzeszki/ciasteczka oczywiście tylko i wyłącznie własnoręcznie upieczone i bez cukru, glutenu, smaku i radości... Naszkicowałam sobie formę na bazie tego i zmierzyłam jaka wysokość będzie satysfakcjonująca. Z tego też wychodzi, jaka długość suwaka jest potrzebna, by zaczynał i kończył się na tylnej ściance - by było łatwo dobrać się do pożywnej i zdrowej zawartości lunchboxowej.

Wyszło mi, że podstawa będzie miała wymiar 16,5 cm x 22 cm, a wysokość pudełka ma wynosić 9 cm. Toteż wycięłam po dwa prostokąty o powyższych wymiarach + zapas z materiału wierzchniego (łowicka fuksja) oraz podszewki (laminowane sowy na turkusie) + paski na górną i dolną część ścianki (tzn. powyżej i poniżej suwaka) o wymiarach 5 cm i 8 cm na 67 cm - długość suwaka.

Ale oczywiście wymiary sobie ustalcie same, w zależności od Waszych potrzeb żywieniowych oraz pociech potrzeb żywnościowych - w ramach zdrowego rozsądku, rzecz jasna, z naciskiem na "zdrowy" ;)

1. W rezultacie powyższych kalkulacji i rozważań mamy oto przygotowane podstawowe materiały do pracy + jeszcze wypustka tu się znalazła, ale to wychodzi w praniu ile jej konkretnie potrzeba (choć na logikę musi to być ok. dwukrotna długość suwaka):


2. By uzyskać równomierne wyokrąglenia rogów (ostre rogi nie tyle są niebezpieczne w użyciu, co zabójcze w szyciu, więc odradzam) - składamy nasze prostokąty na 4:


i odrysowujemy od jakiegoś akurat będącego na podorędziu okrągłego przedmiotu wycinek koła:


Otrzymujemy taki kształt:


3. Następnie doszywamy do górnej części węższy pasek, a do dolnej szerszy. Zaczynamy od znalezienia środków, żeby było symetrycznie i przypinamy środek prostokąta do środka pasa:


4. W wersji z wypustką trzeba jeszcze ją tam wsadzić przed zszyciem, a po przyszyciu całego paska z wypustką prezentuje się to następująco:


Nie doszywamy paska do końca - tu musimy mieć trochę luzu na później. Nawet więcej niż widać na zdjęciu:



5. To samo robimy z podszewką:


6. Dopasowujemy usztywnienie - pozycja opcjonalna. Ja użyłam plastikowej teczki - tektura by zaraz rozmiękła przy każdej próbie nieuniknionego czyścicielstwa :)


Wycinamy i dopasowujemy...


... a do tego można wyciąć trochę ociepliny i włożyć pod plastik: wtedy wieczko (i ew. spód) będą twarde, ale miękkie :)


Na razie to wywalamy, bo będzie przeszkadzało w szyciu - na tym etapie dobrze jest tylko sobie dopasować te wkładki na zaś.

7. Następnie rozpoczynamy przyszywanie suwaka. Znajdujemy jego środek (nie popełnijcie tego błędu co ja i znajdźcie środek zamykalnej części, nie całego suwaka - chodzi o to, żeby same zęby były symetryczne, jeśli wolne taśmy z jednego końca są dłuższe niż z drugiego) i przypinamy lewą stroną do prawej strony podszewki. Przyszywamy - o tak:


8. Następnie wierzchnią część przyszywamy z drugiej strony suwaka, a potem to samo robimy z górnymi częściami: podszewki i wierzchu. Tak samo jak w przypadku kosmetyczki.


Tak to będzie wyglądało w środku:


9. Było trudno? Było niewygodnie? To teraz dopiero zobaczycie! ;) Będziemy bowiem wykańczać maskowaniem od środka i od zewnątrz. Najpierw musimy ustalić wielkość maskownicy. Potrzebujemy prostokąta na tyle szerokiego, by zakryć końcówki suwaka (tak jak pokazują moje palce) i na tyle wysokiego, by sięgnął od górnej do dolnej krawędzi. Widać tutaj że włożyłam usztywnienie, ale to tylko do przymiarek, bo usztywnienie na tym etapie przeszkadzałoby nam w szyciu.


10. Zaczynamy od podszewki. Wycinamy prostokąt i podwijamy jego boki:


11. Przymierzamy miejsce, w którym będziemy wszywać maskownicę między dno, a pasek z zapięciem tak, by krawędź maskownicy była podwinięta pod spód:


W to miejsce będziemy wszywać:

o tak:


12. Następnie przyszywamy maskownicę do górnej części i już zaczyna być widać jak ta śniadaniówka ma wyglądać:


13. W temacie podszewki pozostaje jeszcze przyszycie boków maskujących końce suwaka, o tu gdzie wkładam paluchy:


14. Radzę dobrze przyszpilić, bo szyjemy przez wewnętrzną i zewnętrzną warstwę i nie chcemy żeby nam się to pokaszaniło zanadto:


Przyszyte i gotowe:


15. Teraz pozostaje nam już tylko maskownica zewnętrzna i będziemy nasz uszytek zamykać, także należy już teraz powkładać usztywnienie i/lub ocieplinę i umieścić w stosownym miejscu:


16. Tak samo jak w przypadku podszewki, podwijamy boki, przyszywamy górę, a dół to już niestety musimy przyszyć ręcznie...


17. Pozostaje już tylko ostrożne przyszycie boków tak, by się z kolei podszewka nie pokaszaniła...


I śniadaniówka gotowa w całej swej okazałości! Jak Wam się szyło? Warto było zadać sobie ten trud?